Sugar Man - czyli w poszukiwaniu Sixto Rodriguez'a - my-motivator.pl Sugar Man - czyli w poszukiwaniu Sixto Rodriguez'a - my-motivator.pl my-motivator.pl
Sixto Rodriguez w pubie
Sugar Man – czyli w poszukiwaniu Sixto Rodriguez’a
Sierpień 27, 2013


Bardzo prawdopodobne, że znacie utwory tego artysty, takie jak „I Wander” czy „Sugar Man”. Stały się on one jednak popularne w europie i USA zaledwie rok temu, po premierze filmu „Searching for Sugar Man” na Sundance Film Festival. Dziś odbiegając trochę od tematu motywacji, chcę przedstawić historię Sixto Rodrigueza – jak wąska linia oddziela sukces od porażki.

Kim był Sixto Rodriquez

Urodzony w 1942 roku Sixto Rodriguez jest z pochodzenia Meksykaninem. Swoje występy rozpoczynał w pubach Ditroid i to tam został zauważony przez muzyczny rynek. Podpisał swój pierwszy kontrakt, oraz nagrał dwie płyty. Nie zdobyły one jednak uznania w oczach publiczności, na skutek czego umowę po dwóch latach zerwano, a artysta zrezygnował z dalszych występów (nie zupełnie).

Zamiast na scenie, zaczął pojawiać się na okolicznych budowach, gdzie w pogoni za chlebem pracował przy rozbiórkach i sprzątaniu. Żyjąc na granicy ubóstwa, nie zdawał sobie sprawy z popularności jaką jego muzyka święci na czarnym lądzie – w Republice Południowej Afryki i państwach ościennych.

Sixto Rodriguez dla mieszkańców RPA

Dla mieszkańców RPA w okresie Apartheidu Sixto Rodriguez był głosem wolności – głosem ludu. Przy jego muzyce, oficjalnie cenzurowanej bawiły się tysiące osób. Nikt nie znał jednak artysty w życiu realnym. Ba – nikt go nawet nie widział. Jedynym przejawem jego istnienia, były utwory muzyczne znajdujące się na kopiowanych piracko kasetach i płytach.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/69/Sixto-Diaz-Rodriguez-2007.jpg

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/69/Sixto-Diaz-Rodriguez-2007.jpg

Dopiero w XXI wieku jeden z fanów muzyki Sixto Rodrigueza rozpoczął jego poszukiwania. Historia, którą poznał w pierwszej chwili była bardzo dramatyczna – mówiła o śmierci artysty po jednym z nieudanych koncertów. Niezłomny fan odnalazł jednak prawdę i przywrócił Sixto Rodrigueza do świata żywych, w efekcie organizując mu trasę koncertową w RPA.

Sixto Rodriguez i nowe życie

Sixto zgodził się na występy w RPA, nie do końca wierząc w swoją popularność. Była ona jednak faktem! Dla mieszkańców tego afrykańskiego kraju był kimś więcej niż Rolling Stonesi. Był po prostu gwiazdą. Dla niego, było to pewnie spełnienie marzeń, o których przez większość życia nawet nie pomyślał.

https://farm8.staticflickr.com/7439/9234845016_6c22c91986_o.jpg

https://farm8.staticflickr.com/7439/9234845016_6c22c91986_o.jpg

Cała historia opowiedziana została w filmie „Sugar Man” w reżyserii Malika Bendjelloula. Film wraz z muzyką Rodrigueza stał się prawdziwym przebojem, zdobywając między innymi Oskara w kategorii „Najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny”.

Jak opisać historię, aby złamać jej mit

Jeśli coś jest tak cudowne, jak ów historia, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał ją zanegować. Tak stało się i tym razem. W marcu 2013 roku Jacek Nizinkiewicz opublikował na stronach portalu Wprost artykuł pod tytułem „Filmowe kłamstwa” (link) w którym starał się zanegować prawdy przedstawione w filmie. Wymienia on zatem 10 mitów, z którymi w większości ciężko się jednak zgodzić. Zacznijmy zatem od trzeciego.

Mit trzeci: Po zakończeniu kariery muzycznej popadł w zapomnienie. Sixto mieszkał w Detroit i radził sobie całkiem nieźle.

Jeśli pracę na budowie przy sprzątaniu lub rozbiórce, oraz trudne związanie końca z końcem można nazwać „całkiem niezłym radzeniem sobie z życiem” – ma Pan rację.

Jako nieznany artysta zadebiutował płytą „Cold Fact”. Rodriguez, jako Rod Riguez (debiut pod pseudonimem został w filmie pominięty) zadebiutował w 1967 r. małą płytą „I’ll Slip Away /You’d Like to Admit It”, którą pomógł mu produkować Mike Theodore. Ten ostatni w filmie opowiada, jak po raz pierwszy w 1969 r. usłyszał Sixto w klubie The Sewer.

W filmie nie powiedziano wprost – zadebiutował pod pseudonimem Rod Riguez. Zaznaczono jednak, że na płytach istniały różne nazwiska, oraz że używał tego pseudonimu. Zastawano się nawet czy to nie dwaj różni artyści. Nigdzie nie udało mi się jednak odnaleźć potwierdzenia słów Pana Jacka, iż debiutancką płytę pomagał mu nagrać Mike Theodore. Skąd ta informacja?

Mit piąty: Muzyka Rodrigueza w nieznany sposób przedarła się do RPA. W filmie nie pojawia się informacja, że nagrania piosenkarza odsprzedano w latach 70. do Australii i tam odniosły sukces. Właśnie z Australii jeden z jego albumów zawędrował do RPA.

Według mnie, w filmie przedstawiono propozycje w jaki sposób płyta Rodrigueza mogła dotrzeć do RPA. Nikt nie ma jednak dowodów na to, czy przywiózł ją ktoś z USA (mało prawdopodobne, zważywszy na brak zainteresowania jego muzyką w rodzimym kraju – podkreślono to w filmie) czy z Australii. Równie dobrze, mogła trafić do RPA w zupełnie inny sposób, poprzez Egipt, Nową Zelandię, Hiszpanię czy Polskę.

Rodriguez na koncercie

http://farm9.staticflickr.com/8484/8187096036_ff8cedf0d2_b.jpg

Mit szósty: Rodriguez nie był aktywny muzycznie przez dekady. Nie milczał. Pod koniec lat 70. zaliczył udany powrót w Australii i Nowej Zelandii, gdzie zdobył ogromną popularność. Dowodem jest choćby płyta koncertowa „Alive”.

Pomiędzy rokiem 1981 a 1998 mija 17 lat. To prawie dwie dekady. Dodatkowo nikt nie połączył wówczas w 1981 roku Sixto Rodrigueza z Australii z bohaterem RPA.

Mit siódmy: Film „Sugar Man” na nowo odkrył światu Rodrigueza.

Mit ósmy: To najbardziej niedostępna i tajemnicza muzyczna osobowość. Kiedy zaczynał w Detroit pod koniec lat 60., nie było internetu, a muzyk nie zdobył popularności, która sprawiłaby, że pisały o nim gazety. Stąd powstał mit Rodrigueza, o którym nie było żadnych informacji na pirackich wydaniach jego albumów. Wszystko zmieniło się po jego trasach koncertowych w RPA, Nowej Zelandii i Australii na długo przed realizacją filmu Bendjelloula.

Chciałem zwrócić autorowi uwagę, że to nie film odkrywa Rodrigueza na nowo – odkrył go ponownie jego fan. Film relacjonuje historię która rozpoczęła się jeszcze w XX wieku i szczęśliwie zakończyła odnalezieniem Sixto Rodrigueza, oraz zorganizowaniem koncertów w RPA już w 1998 roku. Nikt w filmie Bendjelloula nie powiedział – realizując ten film odkrywamy Sixto.

Mit dziesiąty: Rodriguez był lepszy od Boba Dylana. Piosenki Sixto są czysto zaśpiewanymi, lekkimi, przyjemnymi utworami folkowymi, z interesującymi tekstami. Bronią się po latach. Ale nie zbliżają się do kompozycyjnego i tekstowego geniuszu Dylana.

Jeśli chodzi o teksty – te w wykonaniu Sixto nie ustępują. Muzycznie można się spierać, dużo zależy tutaj od gustów. Myślę, że 10 mit to już naciąganie do okrągłej liczby ;-)

Dziś nie jest już ważne, jak wyglądała historia Sixto Rodrigueza, czy jak zrelacjonował ją film. Opowiedział on po prostu historię człowieka, którego dla artystycznego świata USA i europy nie było. Nikogo nie obchodzi przecież, co robił Sixto Rodriguez w Australii w 1981 roku, skoro nie miało to żadnego wymiernego efektu w skali światowej. Dla mieszkańców RPA (a z tego punktu widzenia realizowany jest film) był on w dalszym ciągu nieznanym bliżej bohaterem.

Występ w RPA

http://farm3.staticflickr.com/2488/3857538990_a842d16d2f_o.jpg

Świadczyć o tym mogą dowody, jakie pojawiają się w filmie. Jeśli w 1995 roku, fan Sixto nie potrafił odnaleźć o nim żadnej wzmianki w internecie, oznaczało to, że był on dla świata niedostępny.

Wszystkim gorąco polecam film Sugar Man oraz przesłuchanie dwóch płyt autorstwa Sixto Rodrigueza: Cold Fact z 1970 oraz Coming from Reality z roku 1971 dostępnych legalnie na platformie Spotify (pewnie nie tylko). Naprawdę warto. Życie artysty i życie nędzarza, mogą być oddzielone cieniutką linią. Tak cieniutką, że aż trudno w to uwierzyć.

Kubiak Krzysztof


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge